17.12 Miłość po francusku – citycoctail.eu

„Miłość po francusku”
Wersji najpopularniejszego dramatu Szekspira o kochankach z Werony powstała już niezliczona ilość. Niemal w każdym języku, w wersji musicalowej, filmowej, teatralnej – do wyboru do koloru. Ja jednak już od prawie dziesięciu lat jestem wierna jednej – „Romeo et Juliette” w wersji francuskiej z Damianem Sargue i Cecilią Cara w rolach głównych i nawet zmiana obsady nie była w stanie zmienić mojego zdania, że miłość po francusku – chodzi cały czas o więź emocjonalną, a nie o miłość fizyczną – w wydaniu Gerarda Presgurvica jest jedną z najlepszych.

Francuski musical „Romeo et Juliette” powstał w 1999 roku, po tym jak Gerard Presgurvic znalazł odtwórcę głównego bohatera – Romea – Damiena Sargue, wówczas 18 – letniego chłopca o zniewalającym głosie. W roli Julii obsadzona została równie młodziutka Cecilia Cara, role kompanów Romea odgrywali: Benvolio – Gregori Baquet; Mercutio – Phillippe D’Avilla; rolę Tybalta – Tom Ross.

Czy za sprawą obsady, czy za sprawą świetnej reżyserii musical „Romeo et Juliette” odniósł sukces w tempie ekspresowym, przynosząc tym samym sławę odtwórcom głównych ról. Wszystko począwszy od scenografii, poprzez choreografię, na kostiumach i charakteryzacji kończąc było zrealizowane z wielkim rozmachem. Spektakl odgrywany był przez ponad dwa lata cały czas przy wypełnionej sali. Powstały płyty, single oraz clipy do musicalu. Damien Sargue i Cecilia Cara stali się ulubieńcami publiczności. Wszystko szło w dobrym kierunku, aż do momentu kiedy w 2002 roku Damien podjął decyzję o odejściu z musicalu.

Powołując się na wyśpiewane przez Frediego Mercurego słowa „Show must go on”, rolę Romea dostał Vincent Niclot, tak aby musical nadał był wystawiany. Bez Damiena „Romeo et Juliette” nie cieszyło się jednak takim samym zainteresowaniem.

Przez cztery lata Damien próbował swoich sił solo… z różnym efektem. Wydał kilka singli, nagrał kilka clipów, ale tak samo jak „Romeo et Juliette” bez Damiena Sargue sukcesu nie odniosło, tak samo Damien Sargue bez „Romeo et Juliette” właściwie nie istniał na scenie. Może to właśnie przyczyniło się do tego, że w 2006 roku Sargue zgodził się na powrót do musicalu, w którym całkowicie (oprócz niego samego) wymieniona została obsada, zmieniła się choreografia, dodano nowe piosenki, a sam spektakl nie jest wystawiany we Francji, a w Seulu w Korei Płd.

Jednak czy nowe znaczy lepsze? I tu zaczynają się właśnie moje wątpliwości.

Dam sobie rękę uciąć za to, że większość z Was słyszała motyw przewodni z piosenki do „Romeo et Juliette” – Les rois du monde (Królowie świata) w ramówce „Wideoteki dorosłego człowieka”. Z tą właśnie piosenką najlepiej zaczynać przygodę z francuskim spektaklem. Co ta piosenka takiego w sobie ma, że podoba się wszystkim, to zagadką taka sama jak to dlaczego Kamikadze zakładali na głowę kaski, ale faktem jest że bez względu na preferencje muzyczne podoba się niemal każdemu. Do niej m.in. powstał też clip.

W momencie kiedy usłyszałam ją w wykonaniu nowej obsady (Damien Sargue, Cyril Niccolai, John Eyzen) zastanawiałam się gdzie się ulotnił urok tego spektaklu.

Faktem jest, że nie lubię zmian, ale nie sądzę żeby o to tu chodziło.

Artyści pasują do obsadzonych ról jak ogórek kiszony do tortu, a więc całość prędzej czy później doprowadzi do wymiotów. Kostiumy niczym połączenie filmów „Mad Max” i „Terminator”, które z romantyzmem mają niewiele wspólnego. Joy Esther – Julia, bardziej nadawałaby się do ekranizacji „Lolity” Vladimira Nabokova, a nie do roli najbardziej romantycznej 14-latki w historii literatury. Nawet sam Damien odciął się od wizerunku Romea ze starej wersji – obciął długie włosy, zrobił sobie kilka tatuaży i z pewnością odwiedził też siłownię:)

Czy odradzam Wam obejrzenie tego spektaklu? Nie. Nawet go polecam. Nie radzę jednak zaczynać od nowej wersji, która nawet w porównaniu z odważną filmową wersją Baza Luhrmanna z Leonardo DiCaprio i Claire Danes jest zbyt futurystyczna jak na Szekspirowski dramat z 1595 roku.

Pestka

Za zgodę na umieszczenie artykułu dziękujemy Pestce :)